05:25 15-01-2026

Eric i Wendy Schmidt: 4 teleskopy w 4 lata, rywal Hubble’a

Schmidt Sciences sfinansuje cztery teleskopy: Lazurite, Argus, D.S.A. i LFAST. Szybsze odkrycia, rywal Hubble’a, nowe dane o ciemnej energii i egzoplanetach.

Były szef Google Eric Schmidt i jego żona, Wendy, wchodzą w astronomię z krzemowodolinową metodą działania. Za pośrednictwem swojej filantropii Schmidt Sciences finansują cztery duże teleskopy — w tym orbitalny instrument pomyślany jako rywal Hubble’a NASA.

Założenie jest proste: oprzeć się na gotowych technologiach i konstruować projekty tak, by startowały szybko oraz działały w ograniczonych, „eksperymentalnych” cyklach, zamiast rozciągać się na pokolenia.

Cztery teleskopy w cztery lata

Schmidt Sciences zakłada, że wszystkie cztery obserwatoria będą działać w ciągu czterech lat. Jak na standardy astronomii to tempo bliższe sprintowi niż maratonowi — obiekty tej klasy zwykle powstają dekadami.

Arpita Roy, odpowiedzialna w Schmidt Sciences za astrofizykę i przestrzeń kosmiczną, mówiła na spotkaniu American Astronomical Society w Phoenix, że to program-eksperyment mający przyspieszyć odkrycia. Przyznała, że zespół akceptuje większe ryzyko, zaznaczając jednocześnie, że jest ono skalkulowane i — w ich ocenie — uzasadnione. Trudno nie zauważyć, że taka deklaracja wyznacza wyraźną granicę między tą inicjatywą a tradycyjnym podejściem do wielkich instrumentów.

Dlaczego stawiać na gotowe podzespoły

Wszystkie projekty łączy pragmatyzm: nie wymyślać od nowa tego, co działa, tylko przerobić i przeprogramować. Szczególnie dotyczy to wyspecjalizowanych układów scalonych, które napędzają ostatnie postępy w sztucznej inteligencji.

Przez kilka lat Schmidt Sciences finansowało wstępne badania, rozwój technologii i prototypowanie za zamkniętymi drzwiami. Teraz plany są jawne: wybrano uniwersytety, które poprowadzą naziemne teleskopy, a produkcja podzespołów już ruszyła. Prezes Stuart Feldman podkreślał, że testy utwierdziły zespół w przekonaniu, iż kluczowe elementy są solidne. Brzmi to jak trzeźwa alternatywa wobec rozbudowanych, wieloletnich programów rozwojowych.

Co obejmuje Eric and Wendy Schmidt Observatories System

Cała czwórka działa pod wspólnym szyldem — Eric and Wendy Schmidt Observatories System. W jego skład wchodzą:

– Kosmiczny teleskop „Lazurite” — orbitalne obserwatorium pomyślane jako konkurent klasy Hubble’a.

– „Argus” — system, który będzie nieprzerwanie obrazował całe nocne niebo półkuli północnej.

– Deep Synoptic Array (D.S.A.) — radiowy instrument przeglądowy projektowany do całodobowego skanowania kosmicznych częstotliwości.

– LFAST — duży, światłowodowy teleskop spektroskopowy do rejestrowania „barwy” światła od odległych obiektów.

Czym podejście Schmidtów różni się od tradycyjnej „wielkiej nauki”

Amerykańska nauka od lat opiera się na federalnych inwestycjach, a astronomia często korzysta też z prywatnej filantropii. Historia pamięta choćby Percivala Lowella, który finansował Arizońskie Obserwatorium Lowella w nadziei na znalezienie śladów życia na Marsie.

Model Schmidt Sciences bardziej przypomina logikę startupu: szybciej i taniej, z precyzyjnie określonymi celami i harmonogramami. Te obserwatoria nie mają być wieloletnimi pomnikami, lecz narzędziami na kilka lat, wymienianymi wraz z postępem technologii. Zespół przekonuje, że w dłuższym horyzoncie takie podejście może okazać się bardziej opłacalne niż klasyczna ścieżka.

Roy podkreślała, że takie eksperymenty powinny trwać ograniczony czas — obecnie mowa o trzech do pięciu lat — po którym ustąpią miejsca nowym projektom. To zmienia oczekiwania: zamiast jednego „ostatniego słowa” technologii, seria kolejnych przybliżeń do celu.

Jak to wpisuje się w dzisiejszą niepewność finansowania

Przedstawiciele Schmidt Sciences przyznawali, że miniony rok przyniósł badaniom niepewność, w obliczu prób administracji Donalda Trumpa, by forsować głębokie cięcia w NASA i National Science Foundation. Zastrzegali, że ich inicjatywy nie mają zastępować programów rządowych.

Feldman zaznaczał, że NASA i NSF są świetne w misjach i instrumentach na 10–20 lat i nie ma sensu z nimi konkurować. Schmidt Sciences może podejmować zero-jedynkowe decyzje finansowe i poruszać się szybciej — a to skraca czas do startu. Taka elastyczność bywa w nauce rzadkim luksusem.

Szczegółowych budżetów nie ujawniono. Wiadomo, że koszt Lazurite liczony jest w setkach milionów dolarów, a naziemne instrumenty także wymagają istotnych nakładów.

Lazurite: ambicje, które natknęły się na Starship

Orbitalny teleskop to najbardziej medialny i technicznie wymagający element. Feldman mówił, że jego lustro będzie nieco większe niż w Hubble’u.

Pierwotny plan był jednak śmielszy: powstało lustro główne o średnicy 20 stóp — ponad dwa razy większe niż w Hubble’u. Ponieważ to pojedynczy element, wynieść go w kosmos mógłby tylko jeden nośnik: Starship SpaceX.

Gdy rozwój Starshipa napotkał potknięcia i wykraczał poza deklarowane terminy, Schmidt Sciences skorygowało kurs jesienią 2024 r. Feldman sygnalizował, że opcja z większym lustrem może wrócić, kiedy perspektywy rakiety staną się jaśniejsze.

Po co Lazurite w badaniach ciemnej energii

Lazurite wyrósł z rozmów Feldmana z astrofizykiem z Berkeley, Saulem Perlmutterem, laureatem Nobla z 2011 r. za odkrycie przyspieszającej ekspansji Wszechświata.

Teleskop ma precyzyjniej mierzyć barwę eksplodujących białych karłów. Przesunięcie ku czerwieni pokazuje, jak szybko oddalają się od nas odległe galaktyki. Późniejsze obserwacje sugerowały jednak, że białe karły nie zawsze są jednorodne, a charakter ciemnej energii mógł zmieniać się w czasie. Lazurite ma dostarczyć nowych danych, by sprawdzić, czy w grę wchodzi nowa fizyka.

W swoich uwagach Perlmutter podkreślał, że takie pomiary wyostrzą obraz zjawiska i pomogą ocenić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z czymś nowym.

Szybsze obroty, lepsze wyczucie czasu

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Lazurite będzie zdolność szybkiego obracania się w przestrzeni — sprawniej niż Hubble czy James Webb — co umożliwi błyskawiczne pomiary nowo odkrytych supernowych w pobliżu maksimum jasności.

Teleskop będzie też badał egzoplanety z użyciem koronografu, który zasłania blask gwiazdy, by odsłonić pobliską planetę.

Argus: nie jeden gigant, lecz 1200 małych teleskopów

Jeśli segment kosmiczny wydaje się znajomy, to naziemne instrumenty ocierają się o rewolucję.

Argus Array przypomina z założenia Obserwatorium Very Rubin — to również przegląd nieba — ale Rubin to pojedynczy teleskop o średnicy 8,4 m w Chile, skanujący południową półkulę, podczas gdy Argus będzie mozaiką 1200 małych teleskopów, każdy z 28‑centymetrowym lustrem.

Profesor Nicholas Low z University of North Carolina, który nadzoruje projekt, wskazywał, że system mierzy w inne problemy. Małe teleskopy gorzej radzą sobie z szybkimi obiektami, jak asteroidy, i nie są przeznaczone do najsłabszych, najbardziej odległych celów. Za to są w stanie przeczesać całe niebo w kilka minut. Taki wybór może brzmieć heretycko dla miłośników wielkich luster, ale cel — szybkość pełnego pokrycia — jest tu kluczem.

Prosta hala zamiast kopuły

1200 teleskopów stanie na ośmiu okrągłych posadowieniach poruszających się synchronicznie. Nie będzie klasycznej kopuły; obiekt przypominać ma magazyn z lukarnami — konstrukcję prostszą i tańszą.

Prawie maszyna czasu dla astronomów

Ponieważ Argus będzie obserwować nieprzerwanie i przechowywać tydzień danych, zareaguje na alerty z innych instrumentów. Jeśli np. LIGO wykryje fale grawitacyjne z połączenia czarnych dziur, Argus sprawdzi, czy widać optyczny odpowiednik.

Low porównywał to do maszyny czasu: badacze będą mogli „przewinąć” archiwum i poszukać prekursorów sprzed alarmu detektorów grawitacyjnych.

Lokalizacji jeszcze nie ogłoszono, choć Low wskazywał Teksas jako prawdopodobny. Pierwsze światło planowane jest na 2027 r. Wspomniano też, że współfinansowanie zapewnia obok Schmidt Sciences Alex Gerko.

D.S.A.: radiowa mapa Wszechświata w nowej skali

Deep Synoptic Array trzyma się tej samej filozofii: wiele skromnych elementów działających jak jeden instrument.

Array będzie prowadzić przegląd nieba w radiu, korzystając z 1650 czasz o średnicy 20 stóp, rozmieszczonych na 60 tys. akrów w Nevadzie.

Profesor Caltechu Gregg Hallinan, który zbuduje i poprowadzi D.S.A., przekonywał, że nic, co istnieje lub jest planowane, mu nie dorówna. Zarysował też skalę: według jego szacunku wszystkie radioteleskopy ostatniego stulecia łącznie znalazły ok. 10 mln źródeł radiowych, tymczasem D.S.A. ma podwoić ten wynik pierwszego dnia. Jeśli te zapowiedzi się potwierdzą, mówimy o skoku jakościowym w kartografii nieba.

W pięcioletnim przeglądzie licznik ma dobić do miliarda źródeł. Budowa może ruszyć już w przyszłym roku.

LFAST: widma zamiast obrazów

LFAST również opiera się na wielu teleskopach optycznych, ale skupia się na widmach — szczegółowej „sygnaturze barwnej” obiektu. Widma są kluczowe do rozszyfrowania zjawisk ulotnych, jak supernowe, i do analiz atmosfer egzoplanet.

Spektroskopia jednak wymaga czasu: trzeba zebrać dużo fotonów, bo rozszczepienie światła de facto je „rozwadnia”. Szef projektu Chad Bender z University of Arizona mówił, że astronomowie potrzebują znacznie więcej widm, niż obecne teleskopy są w stanie wygospodarować godzin obserwacyjnych.

Ponieważ wiele małych teleskopów kosztuje mniej niż jeden olbrzym, zespół liczy, że dostarczy pożądanej objętości danych spektroskopowych niższym kosztem. Prototyp powstaje w Arizonie, a po testach konstrukcję będzie można korygować i skalować. To podejście brzmi jak przepis na hurtową produkcję widm — bez rezygnacji z jakości.

Jak reaguje środowisko

Prezentacji w Phoenix przysłuchiwało się ok. 150 osób, kolejne śledziły ją online. Nastroje sugerowały ciekawość nowego stylu działania: szybciej, prościej, w oparciu o inną logikę organizacyjną.

Heidi Hammel z Association of Universities for Research in Astronomy wyrażała otwartość na próbowanie nowych podejść przez Schmidt Sciences, z zastrzeżeniem, że praktyka pokaże, co zadziała. Zwracała uwagę, że jeśli dzięki temu powstaną nowe paradygmaty pracy, sam ten efekt byłby znaczący.

Jednocześnie sygnalizowała ograniczenia: te teleskopy nie prześcigną najbardziej ambitnych programów, takich jak James Webb czy planowane obserwatorium Living Worlds. Wartość widziała gdzie indziej — w dostarczaniu alternatywnych narzędzi dopasowanych do konkretnych, precyzyjnie postawionych pytań naukowych.